Caterina
Pierce urodziła się w Irlandii dnia ósmego stycznia dwutysięcznego
dwudziestego czwartego roku. Jest uczennicą szóstej klasy, a jej domem jest
Slytherin. Jest jedną z nielicznych Ślizgonek, która nie posiada czystej krwi.
Ba, jest ona taka brudna, że zastanawia się, jak została wpuszczona do szkoły.
Nikt w jej rodzinie od pokoleń nie był czarodziejem.
Jej
rodzinna historia nie ma może zbyt szczęśliwego zakończenia, ale Caterina nie
wydaje się tym przejmować. Ot po prostu, nie istnieją przecież ludzie wiecznie
szczęśliwi, każdemu coś złego się przytrafia, a że padło akurat na jej rodzinę…
Ale może konkretniej: siedemnastoletnia Florence Poussin spotkała
dwudziestoletniego wówczas Jamesa Pierce, natchnionego artystę, który
poszukiwał swej muzy, będąc na wycieczce krajoznawczej w Irlandii. To była
miłość od pierwszego wejrzenia (w tym momencie historii Caterina zawsze puka
się w głowę), która w bardzo szybkim czasie zaowocowała dzieckiem (przez co Cat
może się poszczycić młodą mamą). Był ślub (z towarzyszeniem widocznego już
brzuszka), a potem dwanaście lat pozornej sielanki, bo jak się okazuje uczucia
mogą się wypalić. Małżeństwo skończyło się rozwodem, Caterina pozostała u boku
matki, utrzymując jednak dobry kontakt z ojcem. Owy kontakt trwał jeszcze trzy
lata, by zakończyć się znalezieniem Jamesa w łazience z podciętymi żyłami. Nie
było to zbyt przyjemne doświadczenie. Owy wypadek sprawił, że dziewczyna
zamknęła się w sobie i nie udzielała społecznie. Olała szkołę na dwa semestry.
Zapytana o powody, zawsze uparcie milczy, póki rozmówca nie zmieni tematu.
Właściwie
Cat to częściej milczy, niż mówi, jednakże błędem jest postrzeganie jej jako
nieśmiałą. Zachowując sporą dawkę bezczelności z dawnych lat, potrafi w
wyrafinowany sposób pokazać swoją pewność. W dodatku bardzo często daje się
ponieść emocjom, nie panuje nad swoją porywczością, co wraz z brakiem
poszanowania zasad może tworzyć dość wybuchową mieszankę. Podobno jest
inteligentna i z łatwością przyswaja nowe informacje, analityczny umysł pozwala
jej na szybkie oddzielanie tego, co potrzebne od bezużytecznych bzdetów.
Jest
trochę dziwna, jakby oderwana od świata, momentami nieobecna i posępna. Woli
wzruszyć ramionami i odejść, jeśli sprawa w żaden sposób jej nie zainteresuje.
Można się po niej spodziewać nieoczekiwanych zwrotów akcji. Na pewno nie jest
zagubiona w sobie, dokładnie wie, czego chce, kim jest i na co ją stać. Robi
to, na co ma ochotę, nie licząc się z opinią czy też uczuciami innych.
Płynnie
przechodząc teraz do upodobań i przyzwyczajeń dziewczyny, należy wspomnieć o
tym, iż Caterina pali mugolskie papierosy (choć jest to zabronione) i wcale się
z tym nie kryje. W jej kieszeni zawsze spoczywa paczka nikotynowego zła wraz z
zapalniczką. Dziewczyna ponadto ma słabość do gorącej czekolady i dobrych
powieści przygodowych.
Dość
szybko zorientowała się, że jest biseksualna, jednak nie rozgłasza tego na
prawo i lewo. To raczej jej osobista sprawa. Korzyści są takie, że ma dziewcze
dwa razy większą szansę na sobotnią randkę i tyle.
Caterinie
na co dzień towarzyszy szarobury, pręgowany kot o wdzięcznym imieniu Kot. Tego
zwierzaka Pierce znalazła kiedyś, bardzo dawno temu i jak się do niego
przyczepiła, tak nie jest w stanie go nigdzie zostawić. A Kot… no cóż,
pozostało mu po prostu ten fakt zaakceptować.
Nasza
młoda całkiem nieźle mówi po angielsku, francusku, hiszpańsku i łacinie, dobrze
wychodzi jej klecenie zdań w różnorodne opowieści nie z tej ziemi. Poza tym Cat
grywa trochę na gitarze, ale nie można uznać tego za umiejętność najwyższych
lotów. Nie potrafi przeżyć dnia bez swojego zwierzaka, muzyki i książek. Chce
nauczyć się jeszcze norweskiego i rosyjskiego, jednak na razie szlifuje języki,
które już potrafi.
Mieszka
w Hogwarcie od kilku lat (wakacje spędza w Paryżu), gdyż matka nie potrafiła
żyć w Irlandii, gdzie znalazła i straciła swojego „chłoptasia”.
Wyglądem Pierce trochę się wyróżnia w tłumie, szczerze
powiedziawszy. Dość blada to dziewczynka, wysoka i bardzo ładna. W jednym z jej
uszu tkwi tunel, który pojawił się tam mimo zdecydowanych protestów pani Pierce.
Caterina właściwie nie przywiązuje uwagi do swej aparycji i w nosie ma to, że
jacyś dwudziestoletni francuzi uważają jej oczy za „hipnotyzujące, o tak
niezwykłej barwie”, a usta za „szalenie kuszące, gdy są wygięte w lekceważącym
uśmieszku”. Przecież mnóstwo osób ma brązowe tęczówki i nieco bardziej wydane
wargi…
Młoda i bardzo zdolna dziewczyna, która kilka lat temu
pierwszy raz spotkała się z ulicą Pokątną, udała się do sklepu z różdżkami. Jak
wielkie było jej zdziwienie, gdy okazało się, że żadna różdżka nie chce jej
wybrać. Już zaczynała płakać, że nie jest czarownicą, lecz Mistrz podał jej tą
jedyną: 11 calową, bardzo giętką, z krwią i włosem jednorożca, bardzo silną.
Ponoć unikatowa, dlatego też panna Pierce czuje się wyróżniona.
Będąc w trzeciej klasie dowiedziała się, jak okazuje się jej
strach. Myślała, że bogin przybierze postać pająka, lecz okazało się, że to…
Kot. Ten sam Kot, który towarzyszy jej w każdej podróży, tylko z małą różnicą.
Pan Kot leżał nieruchomo, nieżywy. Zaskoczyło ją to, aczkolwiek po
zastanowieniu się, przyznała rację- najbardziej boi się utraty Kota. W
zmaganiach z dementorami również pomaga jej Pan Kot, lecz żywy i trochę
niebieskawy.
[Nie ogarniam jeszcze blogspota, więc prosiłabym o
wyrozumiałość. Karta może wam się kojarzyć z kilkoma innymi, aczkolwiek
starałam się ją jakoś udoskonalić. Mam nadzieję, że nie jest zbyt udoskonalona,
przesłodzona. Masz pomysł, a nie chce ci się zacząć? Napisz- razem coś
wymyślimy.]

[Więc przede wszystkim strasznie mi miło słyszeć takie słowa ;D
OdpowiedzUsuńJeżeli chodzi o wątek to spoko, jak dobrze pójdzie będziemy go ciągnąć w nieskończoność. Aczkolwiek jeżeli chodzi o relacje czy tam powiązanie...
Billy wampirem stał się mniej więcej półtora roku wstecz, więc zdecydowanie mogli utrzymywać jakiś kontakt przed jego przemianą. Mogło dojść do jakiegoś przykrego wypadku, gdzie chciał się pożywić jej krwią już po przemianie, przez co dowiedziała się o jego wcieleniu prawdziwym a on zaczął ją czymś szantażować(tutaj pytanie, co to mogłoby być) aby nikomu nic nie powiedziała. Z przyjaźni, przez obojętność, strach, nienawiść, ponownie obojętność, i to co nam wyjdzie później w praniu, albo coś? Nie mam dzisiaj głowy do myślenia, coś takiego mi tylko tkwi. oh...)
Billy]
[Szczerze nie myślałam nad tym czy to ferie czy nie, ale możemy założyć, że to ferie. Jeżeli chodzi o pomysł szantażu z tym seksem, jest genialny - bardziej zawiła relacja. Wielbię takie *.*]
OdpowiedzUsuńFerie powinny być czasem idealnym. Odpoczynek, mnóstwo, albo chociaż namiastka wolnego czasu, który można wykorzystać na najróżniejsze sposoby. W zależności od tego, co kto lubi.
Billy i Caterina przyjaźnili się na dobrą sprawę od zawsze, a przynajmniej takie wrażenie miał chłopak. Wakacje, ferie... Każdy wolny czas spędzali razem, co było czystą przyjemnością.
- Jeszcze się pytasz - krzyknął w odpowiedzi, siadając wygodnie na kanapie w salonie. Nic nie wskazywało na to, by miało wydarzyć się coś złego. Coś, co tak bardzo miałoby wpłynąć na relację pomiędzy tą dwójką.
Nim usłyszał swoje imię, dobrze wiedział co się dzieje. Był wyczulony na zapach krwi, był młodym wampirem i nie potrafił nad sobą panować w takiej sytuacji. Więc kiedy dziewczyna się zraniła i do tego jeszcze go zawołała - nie mógł się oprzeć. Musiał wykorzystać sytuację jak najlepiej. Poza tym byli przyjaciółmi. Powinni chcieć dla siebie wszystkiego, co najlepsze.
- już idę - wymruczał, czując jak kły zaczynają go swędzieć i powolnie wybijać się na wierzch. Musiał związać usta w cienką linię by przypadkiem ich nie zauważyła. Naprawdę chciał jej pomóc. Przecież nie chciał jej skrzywdzić, a to, że krew działa na niego tak, a nie inaczej...
Kiedy podszedł do niej w celu opatrzenia rany. Widząc, czując krew. Nie mógł się powstrzymać. Podszedł bliżej dziewczyny po czym chwycił jej rękę, jednak nie opatrzył jej. Wręcz przeciwnie, otworzył szeroko usta po czym wbił swoje ostre kły w rękę dziewczyny, tuż nad raną, tak by wyssać krew z rany od noża i ran, które sam jej zadał.
To było od niego silniejsze. I chociaż bardzo nie chciał zranić przyjaciółki. Nie mógł się powstrzymać. Chociaż wiedział, że musi. Walczył sam ze sobą, by wyjąć zęby, aby przerwać ugryzienie, bo przecież to może się skończyć co najmniej źle.
Kiedy odsunął się od ślizgonki, oblizał powolnie usta zlizując z nich resztki krwi. Dopiero po chwili wróciła mu świadomość, zdał sobie sprawę z tego co zrobił. Źrenice rozszerzyły mu się, a na twarzy pojawiło się przerażenie.
- Caterina, wybacz - powiedział szybko, oddychając płytko. Bał się jej reakcji, w końcu nikt nie miał się dowiedzieć o tym, czym się stał - nie chciałem, przepraszam, przepraszam - powtarzał wciąż, mając nadzieje na załagodzenie całej tej sytuacji.
[hah, jest dobrze ;d
Billy]
To była chwila. Jedna chwila, w której stracił nad sobą panowanie. Nie mógł się powstrzymać, ta żądza, pożądanie. Było silniejsze. No ale już było po, a on nie mógł cofnąć czasu.
OdpowiedzUsuńKiedy spoglądał na jej skulone ciałko, trzęsące się ramionka obejmujące kolana. Słysząc cichy płacz, słysząc przyspieszony oddech...
Żałował. Zrozumiał co zrobił, co właśnie stracił. Czy spojrzy na niego jeszcze kiedyś tak, jak wcześniej? Czy zrozumie, że to było silniejsze, że nie zrobił tego specjalnie? Wyrzuty sumienia już zaczynały go dręczyć.
- Caterina - wyszeptał cicho, obejmując ją delikatnie ramieniem, chciał się zbliżyć chociaż trochę, opatrzyć rany, które zadał - wiemy, że się stało - powiedział dobitnie. Jednak nie chciał by o tym pamiętali. Chciał jej pomóc, pragnął by nigdy o tym nikomu nie powiedziała, by nie uważała go za morderce.
- Daj rękę, to trzeba opatrzyć - mówił, próbując chwycić ostrożnie zranioną rękę. Nie chciał jej wystraszyć, chciał tylko pomóc. Jednak nie miał pojęcia jak przyjaciółka zareaguje teraz, na jego dotyk i chęć niesienia pomocy.