Różdżka
Drzewo wiśni, włos z ogona testrala,
10 i 3/4 cala długości, sztywna
Znaki szczególne
blizny, o których nikt nie wie
Koła zainteresowań
Koło Eliksirów
Zwierzę
Kot rosyjski - Diuna
Drzewo wiśni, włos z ogona testrala,
10 i 3/4 cala długości, sztywna
Znaki szczególne
blizny, o których nikt nie wie
Koła zainteresowań
Koło Eliksirów
Zwierzę
Kot rosyjski - Diuna
Wiesz czego nie lubię? Kiedy ktoś na mnie krzyczy. Naprawdę nie mogę znieść tego, kiedy podnoszą na mnie głos. Ale to pewnie uważasz za nieważne, bo najpierw chcesz wiedzieć kim jestem. Dobrze, wiedz jedno - nie lubię o sobie mówić, ale chyba nie ma innej opcji, niż ta, w której wypowiadam się osobiście. W końcu, kto wie, jakich bzdur naopowiadają tobie ludzie, którzy ponoć mnie znają? Nazywam się Blair Hailey Davies, przyszłam na świat wiosną roku dwa tysiące dwudziestego czwartego, ukończyłam już szesnasty rok życia. Podobnie, jak mój brat bliźniak - Daniel. Kiedyś byliśmy podobni, teraz jesteśmy, jak ogień i woda. Mimo tego, mimo różnic, jest dla mnie najważniejszą osobą w życiu. Jedyną, którą darzę dość specyficznym uczuciem - miłością. Jedyną żyjącą, nie mogę przecież zapomnieć o ojcu, który nagle zniknął bez słowa. Ale zacznę od początku, z pewnością interesuje cię fakt, czy moja krew jest czysta, kim są moi przodkowie i jak wyglądało moje życie, zanim dostałam się do Hogwartu. Dobrze, opowiem ci o tym, ale postaraj się mi nie przerywać.
Moja matka pochodzi z rodziny czarodziejów czystej krwi, pałających się czarną magią, opowiadającą się za Czarnym Panem. Ophelia Davies z domu Lockeburry jest byłą Ślizgonką, obecnie siedzącą w swoim wielkim dworze i nie zajmującą się niczym konkretnym, nie licząc czytania różnych gazet i wydawania swoich opinii na każdy możliwy temat. Prawda jest taka, że ta kobieta jest zgorzkniałą suką, myślącą jedynie o sobie. Podczas szóstego roku swojej nauki wpadła na korytarzu na pewnego Krukona, chłopaka w jej wieku, Richarda Daviesa. Przystojnego, aczkolwiek spokojnego młodego czarodzieja czystej krwi, o sercu nieskażonym złem. Jak się pewnie domyślacie, był moim ojcem. Czemu mówię o nim w czasie przeszłym? Odpowiedź na to pytanie jest zaskakująco prosta, tydzień przed tym, jak otrzymaliśmy z bratem listy do Hogwartu, zniknął bez śladu, a matka zadecydowała się uczynić go martwym. Więc... Mój ojciec nie żyje, a to właśnie Richard był drugą osobą, którą kochałam. Był mężczyzną, w którego ramionach chowałam się razem z bratem, kiedy nasza matka wpadała w szał.
Ophelia
jest niezwykle okrutną kobietą. Wyobraźcie sobie, że skazała mojego
brata na wygnanie z domu, kiedy ten w wieku jedenastu lat dowiedział
się, że jest w domu walecznego Godryka. Daniel został wydziedziczony i
zmuszony do życia z dziadkami, rodzicami naszego ojca, których ja nie
miałam okazji poznać. Ponoć są wspaniałymi ludźmi, ale bądźmy szczerzy -
nie interesuje mnie to. Skoro jestem w temacie dziadków, czy wiecie, że
moja matka zabiła swoją i zrzuciła całą winę na swojego ojca, który do
pewnego czasu tkwił w Azkabanie. A teraz? Teraz o nim ucichło, jakby
rozpłynął się w powietrzu. Wracając do mojego brata, Daniela. Od dziecka łączyła nas więź, która łączy ze sobą rodzeństwo, tym bardziej bliźnięta. Może dlatego po jego stracie stałam się kimś innym? Stałam się bardziej podatna na to, co mówi i robi moja matka. Nawet nie zauważyłam, że powoli staję się nędzną kreaturą, utworzoną na jej podobieństwo. Z Danielem widywałam się od czasu do czasu na wspólnych zajęciach, od czasu do czasu, wymykając się nocami do kuchni lub Pokoju Życzeń. Prawda była taka, że stereotypy dotyczące naszych Domów nie pozwalały nam na zbytnią życzliwość wobec siebie w świetle dnia, na oczach setki uczniów. W wakacje byliśmy totalnie odseparowani, a nasza matka zgodziła się jedynie na to, abym w raz tygodniu mogła mu wysłać list i w raz tygodniu takowy odebrać.
Szczerze? Nie byłam zaskoczona, kiedy trafiłam do Domu Węża. Czułam dziwną satysfakcję, dopóki nie usłyszałam werdyktu, jaki Tiara wydała na moim bracie. Chyba nie miała pojęcia, co właśnie zrobiła. Tęsknię za nim, kocham go i to jest chyba moja jedyna cholera słabość. O reszcie, nie powinieneś mieć pojęcia. No, mogę ci napomknąć jeszcze, że mieszkam z matką w wielkiej posiadłości, na jakichś pustkowiach w Szkocji. Mam nadzieję, że jesteś z tej opowiastki zadowolony, bo więcej o mnie w tej dziedzinie się nie dowiesz, dopóki mnie nie poznasz.
Zimna, nieczuła i wredna suka. Najczęściej takie określenia słyszę na swój temat. Nic dziwnego, w końcu na taką się kreuję, taką chcę być. Bo wtedy nie boli, nic nie krzywdzi, nie rani. Nie muszę cierpieć. Jestem naiwna, skoro w swojej głowie kieruję właśnie taki obraz, ale nie mam pojęcia, jak stać się lepszym człowiekiem, jak uczyć się od nowa bycia dobrą osobą. Nie mam pojęcia również dlaczego otwieram się tylko przed moim bratem, dlaczego boję się spojrzeć w oczy innym i powiedzieć im chociaż jedno miłe słowo. Cicho! Idę korytarzem, o tak, właśnie! Zejdź mi z drogi, albo cię zdepczę, jak niepotrzebnego, obleśnego karalucha. Trudno. Skoro jestem zła, bo tak chce matka, nie mam innego wyjścia.
To nie tak, że zjadam wszystkich żywcem, że zabijam jednym spojrzeniem. Nie jestem Bazyliszkiem, chociaż mogłabym być. Po prostu, nikogo nie dopuściłam do siebie i nie chcę tego robić, bo... Nie, nie boję się tego, że ktoś mnie skrzywdzi, przynajmniej nie tak bardzo, jak tego, że skrzywdzę kogoś mi naprawdę bliskiego. I mimo tego, że nie mam ochoty mówić o sobie, ty i tak mnie słuchasz. Potakujesz głową i jesteś łudząco podobnym stworem do mnie, wiesz? Kiedyś, jeszcze kiedy był przy nas ojciec, byłam roześmianą, wiecznie uśmiechniętą brunetką, skaczącą wśród wysokich traw, wspinającą się po drzewach, rozmawiającą nawet z obcymi, a teraz?
Wystarczy, że miniesz mnie na korytarzu i już wiesz, że jestem zamknięta i oschła, że na twój monolog odwarknę krótkim półsłówkiem, i że cię minę, i się nawet nie odwrócę. Tak, to właśnie ja. Ale wiesz... Gdybym mogła krzyczałabym na ciebie, chociaż uważam, że krzyk to słabość, żebyś mnie nie zostawił na tym korytarzu, żebyś ze wszystkich swoich sił szukał tego przeklętego klucza. Albo ty, albo ona. O, albo tamta ruda. Ktokolwiek! Dlaczego jesteście tak okropni i pozwalać mi być Ophelią, moją matką. Okrutną wiedźmą, która nie boi się zabijać, która nie dopuszcza do siebie ludzi. Naprawdę nie chcę zostać sama.
Nieważne. Mam być Zimną Królową i nią będę. Nadal
będę zadzierać wysoko swój nosek ku górze, patrzyć na was z góry, deptać
i warczeć na was, bo to moje hobby, jak wam się może wydawać. Ludzie
uwielbiają oceniać po pozorach, owszem, ja też to robię. Dlaczego
miałabym tego nie robić? Jest coś, co musisz o mnie wiedzieć. Dopuszczam
do siebie nielicznych Ślizgonów, przecież nie mogę wiecznie pojawiać
się sama. Mimo wszystko, jesteśmy równi. My, w Domu Węża. Nie warto
zgrywać tutaj innego, obcego, bo zginiesz. Albo jesteś Ślizgonem całym
sobą, na sto procent, albo nie jesteś nim w ogóle.Może i jestem zamkniętą w sobie osobą, co nie znaczy, że daję sobą pomiatać. Jestem pyskata i wredna, naprawdę z rzadka kiedy bywam miła. Prawie w ogóle. Ale to tyle na ten temat. I znowu ci powiem, że musisz mnie poznać.
Jak wyglądam? No, popatrz. Długie, proste włosy w kolorze zwykłego, ciemnego brązu, połyskujące w słońcu, łagodnie okalające moją owalną twarzyczkę. Mam niezwykle delikatne rysy, to pewnie zasługa genów ojca. Mam jego oczy, ciemne, prawie czarne. Dwa węgliki, błyszczące niegdyś z zachwytu nawet nad czymś błahym. A teraz? Puste, obojętne, nijakie. Już nie są piękne. Są najbrzydszymi oczyma na świecie. Oczyma złego człowieka.
Jestem szczupła, może nawet za bardzo, tak przynajmniej uważa moja matka - silna, wysoka i postawna kobieta. Daleko jej do poziomu chuchra, który dumnie prezentuję. Mam metr sześćdziesiąt dwa, więc nie należę do specjalnie wysokich i specjalnie niskich osób. Jestem przeciętna, może dlatego nie wyróżniałabym się na korytarzu, gdyby nie moja zacięta, władcza i wojownicza mina. Nie będę robić z siebie ofiary losu, dlatego muszę być twarda.
Ciemne kolory, to one towarzyszą mi najczęściej. Nie zobaczysz mnie w zwiewnej, dziewczęcej sukience, mimo że takie posiadam. Nie mam dla kogo tak się ubieram. Jestem dziwna, pewnie tak uważasz, skoro myślę, że powinnam wyglądać dla kogoś. Nie, po prostu sama sobie jestem na tyle obojętna, że nie zwracam uwagi na to, jak wyglądam. Nie jestem przesiąknięta złem, chłodem i obojętnością do szpiku kości. Ponoć jest dla mnie szansa, tak uważa Daniel. Wierze w to, chociaż nie mówię o tym na głos.
- Blair, do cholery! Spóźnisz się na pociąg! Przestań rozmawiać z lustrem!
POWIĄZANIA
POSTY




[No cóż, byłaś pierwsza ;p A właśnie się zabierałam do skrobnięcia tutaj komentarza, kiedy zobaczyłam ten od ciebie.
OdpowiedzUsuńBlair jest bardzo ciekawą osobą i jestem baaardzo chętna na coś bliższego. Doskonale rozumiem motywy jej zachowania.
W karcie zauważyłam kilka błędów:
"pałających się czarną magią" chyba parających się, jeśli to miałaś na myśli.
"Nie mam dla kogo tak się ubieram." literóweczka, miałaś chyba na myśli "ubierać" no nie? :)
Co do powiązania to Andy może przyjaźnić się z Danielem i wiedzieć, jaka jest sytuacja. Może bardzo będzie chciał poznać Blair, co ty na to?]
Andy znał Daniela od początku swojej przygody w Hogwarcie. Od pierwszego dnia nawiązała się między nimi nić porozumienia. Pomimo, że inne wydarzenia ukształtowały ich osobowość, czuli się w swoim towarzystwie jak bratnie dusze. Mieszkali w jednym dormitorium, chodzili razem na lekcje i wspólnie trenowali Quidditcha. Mówili sobie prawie wszystko. Jedna rzecz pozostawała jednak tajemnicą, a mianowicie Daniel nigdy nie mówił zbyt dużo o swojej siostrze. Owszem, wspominał ich dzieciństwo, jednak nigdy nie mówił o tym jaka jest teraz. Andy nigdy nie drążył tego tematu, widział jednak, że Daniel bardzo przeżywa rozłąkę ze swoją siostrą bliźniaczką. I rozumiał to doskonale, sam przecież miał brata bliźniaka, który był w Hufflepuffie.
OdpowiedzUsuńPodświadomość Andy'ego nie potrafiła jednak zostawić panny Davies w spokoju. Spoglądał na nią na korytarzu, zastanawiając się, kim tak naprawdę jest ta dziewczyna i czy przypomina Danny'ego. Podświadomie dążył do konfrontacji z Blair. Owszem, znał ją z wspólnych lekcji ze Slytherinem, ale zawsze był tam z nim Daniel, wobec którego czułby się troszkę nie w porządku, rozmawiając z jego siostrą.
Tego dnia w jego myślach panna Davies nie gościła ani razu. O jedenastej w nocy, wyszedł z dormitorium Gryfonów z teleskopem w ręku. Oczywiście nie robił tego nielegalnie, miał pozwolenie od profesor od astronomii na wychodzenie na wieżę astronomiczną o tej porze. Nie zniósłby nielegalnego wymykania się w tym celu. Wymykało się przecież na imprezy albo do Hogsmeade, no nie?
Kiedy wspinał się po ciemku na wieżę astronomiczną, potknął się o czyjeś nogi i boleśnie obił sobie kolana na krawędzi stopnia.
- Co do...? - spytał zdziwiony i zapalił swoją różdżkę. Jego oczom ukazały się ciemne oczy, prawie takie jak u Daniela. - Co tutaj robisz? - zapytał, prostując się.
Opuścił różdżkę. Wiedział, że świecenie komuś w oczy nie jest zbyt przyjemnym uczuciem. Niemniej jednak był w jakiś sposób podekscytowany spotkaniem z panną Davies.
OdpowiedzUsuń- No właśnie, nie widać - mruknął ironicznie. - Nie często spotyka się kogoś tutaj o tej porze. Wymknęłaś się, co? - spytał unosząc brwi z uśmiechem.
[Ech, powinien jeszcze tutaj przyjść jeden komentarz o podobnej treści, który przez przypadek dodałam z innego konta, ale gdzieś zaginął. Gapa ze mnie.]
- Uwierz mi, zrobiłbym to z największą przyjemnością, ale niestety, nie mam teraz zbytnio czasu - skłamał, tylko dla swojej własnej satysfakcji. Nie miał bowiem ochoty wołać żadnego profesora. Z natury nie należał do kapusiów, a i Blair była siostrą jego przyjaciela. - To jak? Będziesz tutaj tak siedzieć, dopóki ktoś znowu na ciebie nie wpadnie?
OdpowiedzUsuń- Nie, w żadnym wypadku, ale po prostu to musi być strasznie nudne siedzieć tutaj - powiedział uśmiechając się jednym kącikiem ust. - Ja właśnie idę oglądać gwiazdy. - Wskazał na teleskop. - Idziesz ze mną?
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się z zadowoleniem. Widać było, że dziewczyna udaje niechęć, ale przecież gdyby tak było, to by się nie zgodziła, nieprawdaż? Wszedł za nią na wieżę astronomiczną i zaczął ustawiać teleskop. Popatrzył na nią badawczo i po chwili parsknął śmiechem.
OdpowiedzUsuń- Zimno ci - skwitował i zdjął z siebie marynarkę. - Następnym razem wychodząc w nocy, przygotuj się lepiej. Masz - podał jej ubranie i z powrotem wrócił do teleskopu. Kiedy już go ustawił, wyprostował się i również oparł o murek.
[Oczywiście, że myślimy. Masz może już jakiś pomysł w główce, czy mam kombinować? ;d]
OdpowiedzUsuńPodszedł z powrotem do teleskopu i przystawił do niego oko. Przez kilka dobrych minut gapił się w gwiazdy, jednak obecność Blair nie pozwalała mu się skupić. Podszedł do niej i oparł się o murek. Popatrzył na nią badawczo.
OdpowiedzUsuń- To co? Będziemy tak tutaj stać i milczeć? - spytał mrużąc oczy.
Ta dziewczyna była czymś tak cholernie tajemniczym, że chłopak sam nie wiedział jak ma postępować.
[No kur... Ale mi się myśleć nie chce. No ale okej. To ja proponuję coś chłodniejszego. Może nie wrogowie od razu, ale skoro są na tym samym roku to załóżmy w trzeciej klasie się o coś ostro pożarli i od tamtego czasu są dla siebie chłodni itp? bo Billy nie lubi się kłócić, więc mógł od czasu kłótni najzwyczajniej w świecie przestać konwersować z Blair, a teraz załóżmy na eliksirach czy na innej lekcji muszą w parze jakiś projekt ogarnać? Co Ty na to? ;d]
OdpowiedzUsuń[Dobra, jakoś wytrzymam do jutra :D]
OdpowiedzUsuń[Rzekłabym, że nawet kochać ;D]
OdpowiedzUsuńAlex
- Wiesz co? - spytał, patrząc się na dziewczynę. - Nie mam ochoty być tutaj sam, więc zostań.
OdpowiedzUsuńZdawał sobie sprawę z tego, że mógł brzmieć bezczelnie, ale lubił takim być. Zmierzył dziewczynę od góry do dołu i uśmiechnął się kącikami ust. Była niezła. Nawet bardzo niezła. Był tylko jeden problem, otóż, była siostrą Daniela.
- Widzisz ten ruch na skraju zakazanego lasu? - spytał, wskazując w stronę lasu.
- Nie wiem - mruknął tajemniczym głosem i popatrzył przez chwilę na dziewczynę, potem jednak z powrotem skierował wzrok w stronę lasu. - Nie ma go już. Może to jednorożec? Albo coś... STRASZNEGO? - rzucił od niechcenia i usiadł na murku. Nie miał lęku wysokości, więc totalnie nie bał się, że spadnie. - Chyba, że chcesz to sprawdzić? Jesteś na tyle odważna? - spytał wyzywająco i popatrzył na dziewczynę mrużąc oczy.
OdpowiedzUsuń[Mogą razem dormitorium okupować <3]
OdpowiedzUsuń[to mi go daj, o <3]
OdpowiedzUsuńArcher
OdpowiedzUsuń[to może jakieś powiązanie, żeby było na czym zacząć? :>]