czwartek, 19 lipca 2012

Karmas a bitch.






Kiedy nadchodzi zmierzch ze swoich kryjówek wychodzą nocne potwory. Nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić jak wiele ich jest wokół nas. Każdego dnia kładąc się do łóżka, powtarzasz sobie że to wszystko to fikcja, że wilkołaki nie istnieją, a Dracula jest wymysłem Hollywoodzkich reżyserów. Nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz.
Każdej nocy, kiedy zostawiasz otwarte okno z myślą, że przecież nic Ci nie grozi, popełniasz błąd. I być może będzie to Twój ostatni błąd, ostatnia rzecz jaką zrobisz...


So let's set the world on fire

Niczym nie wyróżniał się z tłumu, zawsze wyglądał tak samo jak inni. Ubrany w szkolne szaty przemierzał korytarze z ciemną torbą z paskiem na ramieniu. Różdżkę trzymał zawsze blisko siebie, tak aby w razie niebezpieczeństwa mógł jednym ruchem wyciągnąć ją i wymierzyć jej koniec prosto w serce wroga. Chociaż to jest przesadzone, bo czy w Hogwarcie rzeczywiście był znalazł się ktoś, kogo rzeczywiście można obdarzać nienawiścią i śmiało nazwać mianem "wroga"? Billy jak każdy inny miał przyjaciół, kolegów i ludzi obdarowywanych sympatią jak i tych, których najzwyczajniej w świecie nie lubił bo nie mógł się z nimi dogadać, jednak wrogów nie miał. Nie potrafił się kłócić z ludźmi, był zbyt dobrze wychowany. Kiedy tylko ktoś rozpoczynał kłótnie, Stone zgrabnie wycofywał się mówiąc jakieś mniej ważne słowa i znikał. Nie lubił wysłuchiwać krzyków, całkiem możliwe że to przez sytuację panującą w rodzinnym domu. Odkąd pamiętał, jego rodzice zawsze znaleźli sobie powód by wywołać wielką awanturę, podczas której rzucali w siebie różnymi zaklęciami czy też blisko znajdującymi się przedmiotami. Wówczas mały Billy chował się pod swoim łóżkiem i płakał, chcąc by to skończyło się jak najszybciej. Pewnego dnia, podczas wieczornej kłótni tak też się stało. Zapadła cisza tuż po której mały chłopczyk usłyszał stukot obcasów matki odbijający się o drewniane stopnie. Drzwi od jego pokoju rozchyliły się, a w nich stała cała rozmazana rodzicielka - Pani Stone.
- Wyprowadzamy się Billy - szepnęła kucając i podchodząc do łóżka, tak dobrze znała swojego syna. Wiedziała, że gdy tylko czegoś się boi od razu chowa się - już wszystko będzie dobrze, już nigdy nie usłyszysz krzyków - mówiła, wyciągając ręce w stronę chłopca, aby pomóc mu wyjść, a następnie mocno przytulić do swojej piersi.
- Mamusiu czy to moja wina? - szepnął wtedy cicho, wprost do ucha matki, mocno wtulając się w jej bezpieczne ramiona. Nie usłyszał żadnej odpowiedzi.
Tak naprawdę dopiero w Hogwarcie zaznał spokoju. Tam odpoczął od tych wszystkich kłótni. Bo pomimo przeprowadzki one się nie zakończyły. Rodzice chłopca przez długi czas toczyli między sobą wojnę i prawa rodzicielskie, między innymi. I chociaż Billy od początku chciał mieszkać z mamą, jego słowa się nie liczyły. Był za mały by decydować samodzielnie za siebie. Więc gdy pewnego ranka w kuchni pojawiła się sowa z kopertą przywiązaną do nóżki Billy naprawdę się ucieszył. Doskonale wiedział co to oznacza i gdzie już we wrześniu wyjedzie. Szkoła magii i czarodziejstwa była wymarzonym przez chłopca miejscem, jednak kiedy pojawił się już w szkole, siedząc na stołku z za dużą tiarą na głowie przed całą szkołą chciał uciec. Znaleźć się w miejscu gdzie naprawdę poczuje się bezpiecznie. Te wszystkie głowy odwrócone w jego stronę, tyle par oczu wlepionych w jego kruchutką postać, to go przeraziło.


Darling please don't start to cry,
'cause girl you know I've got to go.

Wszystko miało być piękne i idealne. I zapewne byłoby takie gdyby nie jedna dziewczyna, a właściwie młoda kobieta. Piękna, inteligentna ze wspaniałą figurą. Uwiodła go i usidliła w swoich szponach. Billy Stone był gotów zrobić dla niej wszystko, oddać całego siebie. Dlatego za każdym razem kiedy tylko go o to poprosiła oddawał jej swoją krew, jednak z każdym kolejnym dniem stawał się co raz słabszy, a ona... Ona ponoć się bała, że go straci. Bała się wiecznej samotności dlatego postanowiła zrobić to co wydawało jej się najlepszym rozwiązaniem. Zamieniła go w mordercę, w pożądającego krwi wampira. W coś, czym nigdy nie przestanie być. W stwora, któremu przestało bić serce, a jego oddech i ciało stało się zimne niczym lód. Zaczął zabijać by móc żyć. By móc być z nią, jednak ona nie chciała iść razem z nim, a on musiał odejść. Rozstali się w sposób, którego Billy nie mógł znieść - pokłócili się. Kiedy odwróciła się plecami po raz ostatni, miał wrażenie że zabrała ze sobą jego serce i całą nadzieje, na coś lepszego.
Pozostał sam w swoim cierpieniu, jednak aby móc wrócić do Hogwartu musiał wziąć się w garść, nauczyć się panowania nad sobą i swoim pożądaniem. Nad tym, co leżało w jego naturze...


W skrócie:
Billy Stone
Ravenclaw VI
patronus: gekon
bogin: krew
czysto krwisty
różdżka: włókno z pachwiny nietoperza, cis, jedenaście i pół cala
-lubi przesiadywać na wieży astronomicznej i obserwować niebo
- pije stanowczo za dużo kawy
- ma uczulenie na orzechy
- uwielbia ciastka z czekoladą
Posiada sowę błotną o imieniu Rain


[No to zaczynamy z tym koksem :)]

15 komentarzy:

  1. [Ja się zakochałam <3]

    Alex

    OdpowiedzUsuń
  2. [Uwielbiam imię Billy <3 Myślimy nad czymś? ^^]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Myśl! ;d Wiem, wiem, jestem okropna, ale zaraz zasnę ;<]

    OdpowiedzUsuń
  4. [My też nie będziemy gorsi i nad czymś pomyślimy. Znajomi? Przyjaciele? Wrogowie? Wybierz coś ;)]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Ja to bym była jednak za tym żarciem <3]

    Alex

    OdpowiedzUsuń
  6. [ajajaja! Pasuje mi i w nagrodę zacznę wątek, aczkolwiek dopiero jutro, jak wrócę z pracy! Dzięki za wymyślenie ;*]

    OdpowiedzUsuń
  7. Andy sam nie wiedział, co myśleć o Billym. Był z niego w porządku koleś, ale Gryfon nigdy nie wiedział co siedzi w tym chłopaku. Czasami razem poimprezowali, siedzieli na wieży astronomicznej, wymykali się do Hogsmeade i pracowali na lekcjach.
    Dzisiaj Andy niechętnie zwlókł się z łóżka i pognał spóźniony na lekcje zielarstwa. Wyleciał na błonia i wciągnął w płuca rześkie, wrześniowe powietrze. Podniósł głowę i przed sobą zobaczył blonwłosego chłopaka. Uśmiechnął się i przyspieszył kroku.
    - Ej, Stone! - krzyknął najgłośniej jak potrafił. - Czekaj! - Chłopak zatrzymał się, a Andy podbiegł do niego. - Ładnie to tak spóźniać się na lekcje?

    OdpowiedzUsuń
  8. - Przecież wiesz, że fajeczki nigdy nie odmówię - mruknął Andy uśmiechając się szeroko. - Ale chodźmy za róg, nie chciałbym, żeby ktoś nas zauważył. - Wskazał głową zacienione miejsce, za cieplarnią.
    Obaj skierowali się w tę stronę. Andy wyciągnął papierosa i odpalił go różdżką. Spojrzał na zegarek na nadgarstku.
    - Piętnaście minut spóźnienia, jesteśmy bardzo złymi uczniami. Bardzo złymi - powiedział ironicznie, zaciągając się głęboko.

    OdpowiedzUsuń
  9. [Możesz zaczynać, skarbie <3]

    OdpowiedzUsuń
  10. [Czytając tą KP doszłam do wniosku, że teraz będę miała zawyżone wymagania co do nich. Kocham cię, kocham! <3 Jeżeli masz jakiś pomysł to śmiało- mów. Mogę nawet zacząć, ale pod warunkiem, że nasz wątek nie skończy się po dwóch dniach ^^]

    OdpowiedzUsuń
  11. [O, to jest niezłe. Napiszę już początek, najwyżej napiszę go jeszcze raz. Mam nadzieję, że się nie pomylę w tym, iż chłopak został przemieniony podczas ferii? W sensie, nie w Hogwarcie, prawda?
    Jedną z rzeczy do szantażu może być fakt, że jest biseksualna. Albo, jeżeli ci to nie przeszkadza, przespała się z twoją postacią, ale chce to utrzymać w tajemnicy bo cośtam. To już zależy od ciebie.]

    Pierwsze dni ferii zawsze dłużyły się niemiłosiernie. Zaś reszta - niczym błyskawica przecinająca niebo w duszny dzień. Tak też było dla dwójki przyjaciół - Billy'iego i Cateriny. Ferie się kończyły, a powrót do szkoły był coraz bliżej.
    - Chcesz kanapki?! - wrzasnęła z kuchni swojego mieszkania.
    Jednak nie czekała na odpowiedź. Zawsze to było "tak, jak najwięcej, bo jestem strasznie głodny.". Uśmiechnęła się do siebie, gdy jej kocur usiadł na blacie obok jej dłoni.
    - Zjeżdżaj - zrzuciła do, a gdy Kot prychnął zachichotała. - Dziś tak miło nie będzie.
    Mając już gotowe kanapki udała się z tacą do salonu. Niestety, nie dane było jej tam dojść. Potknęła się o swojego kota i przewróciła, a nóż, który spadł z blatu wbił jej się w rękę. Krew, która pokazała się wokół jej dłoni sprawiła, że Caterina musiała zamknąć oczy, by nie zwymiotować.
    - Billy - wyszeptała bojąc się, że gdy wykrzyczy jego imię straci przytomność.
    Miała nadzieję, że chłopak zaraz opatrzy jej dłoń. Niedoczekanie jej.

    [Nie potrafię zaczynać, przepraszam.]

    OdpowiedzUsuń
  12. Widząc chłopaka niczego się nie obawiała. Wiedziała, że ból zaraz przejdzie, a chęć zwymiotowania tego, co zjadła w ciągu ostatnich godzin - zniknie.
    - Co... - wyszeptała, lecz nie dane było jej skończyć.
    Ból, który poczuła był nie do zniesienia. Nóż w ręce był pikusiem w porównaniu do tego, co czuła teraz. Nie była w stanie nawet się zwinąć, była przepełniona strachem, bólem i... żalem. Żal, który wypełnił każdy skrawek jej ciała uświadamiał jej, jak bardzo myliła się wobec chłopaka.
    Wrzasnęła. Po raz kolejny zawyła w agonii. Chciała, by ból się skończył, by śmierć po nią przyszła.
    Jak zwykle - nie została wysłuchana.
    Nie wiedziała dokładnie, ile czasu chłopak pił jej krew. Czy to było kilka sekund, czy godzin.
    Przed śmiercią widzi się całe swoje życie. Obrazy z dzieciństwa, wspomnienia młodocianych lat. Lecz Caterina nic takiego nie zobaczyła.
    I to była pierwsza oznaka, że żyje. Druga? Na swój sposób, kojący głos chłopaka. Uniosła powieki ku górze i zobaczyła, że chłopak siedzi obok niej.
    Ból, który pojawił się znienacka, równie szybko ustał. Uśmiechnęła się. Na swój sposób było to szczęście, że chłopak nie wypił całej krwi z jej ogranizmu.
    - N-nnic się nie stało - wyjąkała dławiąc się łzami.
    Nie wiedziała, kiedy zaczęła płakać. Choć drobna z niej osóbka, nagle wydawało się, jakby było jej znacznie mniej. Objęła jedną dłonią łydki, które podciągnęła ku brodzie. Twarz schowała między kolana cicho łkając.

    OdpowiedzUsuń
  13. [Nie wiem jak on na nią, ale ona to na niego leci <3 Więc przyjaźń czy bliższa znajomość, czy coś w tym stylu ;D]

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeśli Blair kogoś nie lubiła, to go unikała, jak ognia, czy czegoś tam. A jak się okazuje - Blair nie lubiła wielu osób. Może niespecjalnie albo po prostu udawała, że kogoś nie lubi, ale prawda była taka, że niewiele osób przepadało za Blair. Davies słynęła z tego, że jest zimną suką, że jest wredną małpą, że jest oślizgłą Ślizgonką i nikt, bez jej wcześniejszej zgody, nie ma prawa do niej podejść. Grała. Grała znakomicie albowiem wiele osób nabierało się na jej sztuczki. Wszyscy wierzyli w Złą Królową, na którą się kreowała. Nikt nie wnikał w to, dlaczego była taka, jaka była. Głupi, puści i prymitywni.
    Pamiętała Billy'ego. Nie sposób pamiętać przystojnego Krukona, ale mniejsza z tym. Może i kiedyś pozwoliła sobie na to, aby z nim porozmawiać. Nie przepadali za sobą, ale ich nienawiść sięgnęła apogeum na trzecim roku, kiedy prawie się pobili. Właściwie to Davies przywaliła mu w twarz, dostając potem tygodniowy szlaban, ale chyba miała ku temu powód, prawda?
    Eliksiry. Jeden z ulubionych przedmiotów naszej kochanej Ślizgonki, miał zostać teraz przez nią znienawidzony. Profesor rozdzielił ją od Alex i nakazał usiąść przy Krukonie. Owszem, zrobiła to, co nie oznaczało, że musiała na niego patrzeć.
    - W parach, w które was podzieliłem, będziecie pracować do końca semestru zarówno na zajęciach, jak i po nich, albowiem każda para dostanie inny, semestralny projekt do przygotowania.
    Źle, bardzo źle. Dopiero teraz zerknęła kątem oka na chłopaka.

    OdpowiedzUsuń
  15. - Zostaw mnie. - wyszeptała z zamkniętymi oczami.
    Była tak wyczerpana, że nie potrafiła krzyczeć. Bo gdyby mogła - jasna sprawa. Wyrzuciłaby chłopaka z domu grożąc mu wyjawieniem jego tajemnicy. Zresztą, już nawet teraz wiedziała, że komuś to powie.
    - Błagam, zostaw mnie.
    Z jednej strony chciała, by odszedł, a z drugiej... Pragnęła, by był przy niej cały czas.
    Czując, z jaką delikatnością chłopak ją obejmuje, tak się wściekła, że złość do dała jej sił. Usiadła opierając plecka o szafki w kuchni.
    - Dlaczego mi przytrafia się taki pech?! Dlaczego mój przyjaciel jest wampirem?! DLACZEGO DOWIADUJĘ SIĘ O TYM DOPIERO WTEDY, GDY BĘDZIE PIĆ MOJĄ KREW?! Dlaczego mi nie powiedziałeś? Czy ty kiedykolwiek traktowałeś naszą przyjaźń serio? - ostatnie zdania wyszeptała, gdyż bała się, że straci przytomność i już nigdy się nie obudzi.
    Małe dzieci ufają wszystkim bezgranicznie. Caterina niekiedy była takim małym dzieckiem. Teraz - również. Gdy chłopak chwycił jej dłoń nie sprzeciwiała się. Miała nadzieję, że teraz już jej nie skrzywdzi. Za bardzo do niego się przywiązała, by swoim zachowaniem go stracić. A wiedziała, że teraz robi wszystko w szoku.
    - Nie skrzywdź mnie - wydusiła i zacisnęła powieki oczekując drugiej dawki bólu.
    Była przerażona tym, kim był jej Billy.

    OdpowiedzUsuń